Zielony Księżyc (fragment książki)
– Mówię panu – powiedział ostatnio, siadając przy mnie na krawężniku. – Marsjanie dają nam znak, że dzień, dwa, i inwazjują.
– Inwazjują?
– No tak, spadają z góry w spodkach i inwazjują.
– Niech panu będzie – wzruszyłem ramionami. – Ale to samo mówił pan trzy dni temu...
Wyobraź sobie miasteczko w Polsce, w miasteczku hipermarket, przed hipermarketem parking, na parkingu wysepkę, na wysepce namiot, a w namiocie P., czyli Słodkiego Śmiecia. P. kontestuje zastany porządek, robi to z właściwą sobie dozą humoru i ciętych obserwacji. Pomimo odstręczającego wyglądu lgną do niego klienci hipermarketu, każdy z innego powodu, ale ostatecznie wszyscy oczekują na Kuni Szawę, choć mogą nie zdawać sobie z tego sprawy. Cichym komentatorem losów P. i jego rozmówców jest księżyc, zielony księżyc.


